seria ma swoje prawo ... tak już wiem

Udało mi się .. sukienka skończona .. zdjęcie będzie później, bo zapomniałam zrobić :)
Ale od rana jakoś dziwnie doświadczyłam na własnej skórze, i na skórze moich dzieciaków, jak prawdziwe jest pojęcie "złośliwość rzeczy martwych" ... jakby tego było mało, dowiedziałam się też, że nie należy negować istnienia tak zwanego "prawa serii" .. ale po kolei :)
Tak się poukładało, że dziś wszystko i  wszyscy byli na mojej głowie. Niby nic trudnego, nadzwyczajnego .. ale po ciężkiej nocy (Pietro chory) wszystko jest jakby ... mniej łatwe.
Sukienka spakowana, my ubrani, Ala jak mały czerwony bałwanek, Picia na ufoludka ... takie codzienne zimowe stworki :) Schodzimy do samochodu .. Na dworze -15sC (choć dałabym sobie rękę uciąć że -150;)). Zapakowałam dziatwy do autka, sama ruszyłam na odsiecz szybom :) Czynność ta kosztowała mnę 10min mojego prywatnego życia i życie moich paluszków .. dochodziły do siebie przez kolejne 30min. Wsiadam dumna i blada, zmarznięta i skostniała i ..... "nic". No nie da się tego inaczej opisać ... bo samochodzik zrobił jedno wielkie "nic". Na każda mą propozycję odpalenia, reagował tak samo:
-obecnie posiadam focha, bo mi się tak podoba. Mów do mnie i mi tam kręć koło ucha, a ja i tak będę tak nie ruszał. Sama sobie tak stój nocą na tym mrozie. Jeszcze nawet nie ma do kogo maski otworzyć.To teraz Ty sobie pomarznij, bo ja się boczę i już!
-akumulator Ci padł? zapytałam
-nic Ci nie odpowiem, aparat gębowy mi zamarzł i serce mi stanęło ... i mam focha

Nie zostało mi nic innego jak wezwać taksówkę. Wezwałam wiec (dzięki mrozom, nie było korków). Zawezmłam cały majdan, czyli: dzieci szt 2, sukienkę, torbę, buty, skrzydełka do sukienki, odnalazłam zagubione rękawiczki, szalik i różdżkę wróżki ...   i dawaj do domu po gotówkę. Doczłapałam się, fundusze taksówkowe wzięłam i wracamy do windy ... a ta się zepsuła. Nic już nie mówiłam, po prostu polazłam z tym wszystkim na nogach, te trzy piętra ... dobrze, że w dól ;)
Wsiadając do samochodu przytrzasnęłam sobie paluch drzwiami i torba mi wpadła w mokry śnieg ;)

Teraz lecę sprzątać podłogę, po tym jak Picia wysypał pastele olejne, a ja w nie weszłam ... one się wtedy tak ślicznie i skrupulatnie kruszą na drobny maczek. Czy wspominałam, że wcześniej porysował nimi (a konkretnie jedną - zieloną) ścianę, pościel, podłogę, stół i pewnie jeszcze coś :))))))))))
Na wiosnę i tak planowaliśmy malowanie :)))))))

A Ali bardzo się podobała sukienka, bo jest jak u Muszkieterek, dolną część się odczepia jednym szarpnięciem. Zostaje wtedy krótka sukienka do kolan, tak by nie przeszkadzała w walce i ratowaniu ciapowatego Księcia :))))))))))))))
7 Responses
  1. Dominkab Says:

    Ja mojemu autku załatwiłam parking podziemny. 200zł miesięcznie niestety, ale fochów nie strzela :D
    Współczuję przytrzaśniętego palca i rozkruszonych pasteli. Znam ten ból ;)


  2. pialjaka Says:

    mój autek może mieć miejsce w podziemie:), nawet Tż mnie namawia ... ale za takie fochy, to ja prezentów robić nie będę :))))))


  3. cammie Says:

    K, limit pecha wyczerpany ;))) Będzie lepiej!


  4. Viollet Says:

    Rozbraja mnie to, w jak pozytywny sposób piszesz o złośliwościach losu :D oby tak dalej!


  5. kasiaj85 Says:

    jak ja to rozumiem... takie dni się po prostu zdarzają, wtedy tylko pytam losu jak już nie mam sił "no, dalej, co następne?"... czasem mam wrażenie, że to działa jak jakiś dziwaczny mechanizm, raz się rozkręci i jedno zdarzenie powoduje drugie i już nie można zatrzymać...
    Zatrzymania życzę :)


  6. pialjaka Says:

    Cam no mam nadzieję :))))))0
    Violl bo to inaczej się nie da ... :))))))
    Kasiaj dokładnie. Domino pechowych zdarzeń :)))))


  7. Emma Says:

    są takie dni w życiu kobiety, że wszystko pod górę, albo raczej w dół... no i po co to wszystko? jakby nie mogło być tak normalnie... ehhh ten los, lubi płatać figle!